Dzień 57 (5.01.10). Ha Long: Bajkowa zatoka. Rano wysiedliśmy z pociągu i przeszliśmy do hotelu, zostawić tam plecaki. Nasz plan na ostatni dzień w Wietnamie – zobaczyć zatokę Ha Long. Można sobie wykupić za 800-900tys. wycieczkę, ale można też pojechać samemu za 1/3 ceny, co też zrobiliśmy. Ponieważ stolicę Wietnamu uwielbiamy, za pół godziny byliśmy już na dworcu Luong Yen, skąd odjeżdżają busy do Ha Long (koszt ok. 50-60 tys. D, 4godz.). Na dworzec pojechaliśmy taksówką, której kierowca miał zmyślny taksometr...
Dzień 54 - 56 (2-4.01.10). Sapa: “Kissimi, ken Aj hef ju?” Do Sapa (4*), oddalonego o ok. 300 km. na płn.-zach. od Hanoi dojechaliśmy pociągiem. Bilet najlepiej kupić bezpośrednio na stacji (koszt: 300.000D sypialny 4 os., 234.000 sypialny 6 osobowy – w biurach na mieście chcą prawie 2 razy tyle). Bilet trzeba rezerwować z możliwie dużym wyprzedzeniem. Pociągi odjeżdżają między 20 a 21 i są ok. 5-6 rano w Lao Cai. Z Lao Cai dojeżdża się do Sapa busem, ok. 30.000D, 45 minut. Pociąg zaskoczył nas...
Dzień 52-53 (31.12.09 – 01.01.10). Hanoi: Sylwester pod ciemną gwiazdą. W Hanoi (1/2*) wylądowaliśmy w Sylwestra o 6 rano. Pierwsze wrażenie: najbrzydsze ze wszystkich biuro Sinh Cafe. Drugie wrażenie: tragiczne „stare miasto”. Trzecie wrażenie: szacun dla Phnom Penh – Hanoi, jako stolica, pod względem syfiastości bije je na głowę. W dodatku ludzie tutaj są jak z najgorszego snu przedstawiciela handlowego – wszyscy próbują sprzedać wszystko, przy tym naciągnąc na 300% wyższą cenę, a potem jeszcze dopisać dodatkowe 100% do rachunku. Najciekawsze są atrakcje stolicy...
Dzień 49-51 (28-30.12.09). Hue: Lista światowej porażki UNESCO. W Hue (2*) przekroczyliśmy dwie granice. Pierwsza – klimatyczna. Z Hoi An do Hue jest zaledwie ok. 130 km., ale miejscowości te oddzielone są górami, więc klimat mocno się różni. W Hue pogoda jest często deszczowa, jest dużo chłodniej niż na południu. Druga granica – granica mentalna. Co prawda Hue leży jeszcze w byłym Wietnamie Południowym, ale mentalność ludzi zaczyna się zmieniać. Nie jest tu już tak miło...
Dzień 46-48 (25-27.12.09). Hoi An: No coś ty Kazik narobił… Do Hoi An (2 ½*) dojechaliśmy z samego rana. Nocleg znaleźliśmy za 10USD w okolicy biura Sinh Cafe (ul. Ba Trieu i Hai Ba Trung), poza tym rejonem ceny noclegów są sporo wyższe. Hoi An wraz z pobliskim My Son w dużej mierze dzięki staraniom Kazimierza Kwiatkowskiego (zwanego tutaj Kazikiem), jest wpisane na listę UNESCO. Prawdę mówiąc my nie wiemy za bardzo za co...
Dzień 42-45 (21-24.12.09). Nha Trang: Nad Zatoką Tonkińską. Nha Trang (3*) jest kolejnym, przyjemnym wietnamskim kurortem położonym nad Zatoką Tonkińską. Jest sporo większy od Muine, ale nie robi jakiegoś przytłaczającego wrażenia. Ma za to do zaoferowania kilka w miarę interesujących rzeczy oprócz samej plaży. Do miasta zajechaliśmy wieczorem autobusem linii Phuong Trang (bardzo dobrej jakości) i z dworca taksówką za 20.000d przyjechaliśmy do części turystycznej, rozlokowanej w okolicach ulicy Biet Thu...
Dzień 40-41 (19-20.12.09). Muine: Raj z owocami morza. Rano wyruszyliśmy z Dalat do Muine (3*). Po 4 godz. jazdy przez góry (oczywiście plastikowe torebki na słabe azjatyckie żołądki poszły w ruch) dotarliśmy na miejsce. Turystyczna część Muine rozciąga się na przestrzeni kilku kilometrów przed właściwym miastem. Jest to jedna ulica, przy której stoją po kolei hotele, niektóre solidnie wypasione...
Dzień 37-39 (16-18.12.09). Dalat: Prowadzi nas Tiger. Pierwszą część dnia spędziliśmy w autobusie. Odległościowo podróż nie jest długa, ale jedzie się w góry, więc tempo nie jest imponujące. Po drodze mija się wioski, gdzie przed każdą chałupą widać suszone ziarno kawy. Po południu dotarliśmy do Dalat (3*), które jest po trosze wietnamskim odpowiednikiem Zakopanego. Jest położony na wysokości ok. 1600 m.n.p.m. i spełnia od lat funkcję górskiego kurortu...
Dzień 36 (15.12.09). Ho Chi Minh City: Wspomnienia wojny. Ostatniego dnia naszego pobytu w mieście zobaczyliśmy to, od czego chyba powinniśmy byli zacząć, czyli War Remnants Museum (4 1/2*, 15000d). Ciężko powiedzieć, żeby muzeum to było jakoś niesamowicie zrobione. Jest bardzo zwyczajne, trochę eksponatów, zdjęcia, opisy. Ale jego wartość kryje się właśnie nie w różnego rodzaju efektach, ale w treści. Przed muzeum zaprezentowano amerykański sprzęt wojskowy, używany w Wietnamie. Wśród nich jest np. bomba sejsmiczna...
Dzień 35 (14.12.09).
