RSS
od 2008 roku:
396 dni w podróży
26 zwiedzonych krajów
147714 przebytych kilometrów
Dzień 54 - 56 (2-4.01.10). Sapa: “Kissimi, ken Aj hef ju?”
04.04.2010

Dzień 54 - 56 (2-4.01.10). Sapa: “Kissimi, ken Aj hef ju?” Do Sapa (4*), oddalonego o ok. 300 km. na płn.-zach. od Hanoi dojechaliśmy pociągiem. Bilet najlepiej kupić bezpośrednio na stacji (koszt: 300.000D sypialny 4 os., 234.000 sypialny 6 osobowy – w biurach na mieście chcą prawie 2 razy tyle). Bilet trzeba rezerwować z możliwie dużym wyprzedzeniem. Pociągi odjeżdżają między 20 a 21 i  są ok. 5-6 rano w Lao Cai. Z Lao Cai dojeżdża się do Sapa busem, ok. 30.000D, 45 minut. Pociąg zaskoczył nas – czysty, wygodny, można się spokojnie wyspać. Od razu kupiliśmy bilet powrotny do Hanoi (pomimo, że kupowaliśmy na 4 stycznia, już nie było miejsc na „soft sleeper”). Niestety od razu na dworcu zaczęły się delikatne schody. Zaraz po wyjściu obsiadła nas chmara naganiaczy na busy. Szczególnie aktywny był jeden pan ze skośnymi zębami (oczy skośne mają wszyscy:), który chodził za nami dobre pół godziny (musieliśmy poczekać na otwarcie kas co by kupić bilet powrotny). Początkowe ceny oscylowały wokół 50tys., potem zeszli nawet do 25, ale po 15 minutach czekania i zmianie busa, wsiedliśmy do innego, za 30tys. Wreszcie ruszyliśmy – droga kręta i mocno pod górę, tradycyjnie żołądki Azjatek nie wytrzymały. Już w Sapa, gość wymyślił sobie, że jednak weźmie od nas 35, potem postanowił nas wysadzić tam gdzie jemy się podoba, a nie nam. Skończyło się na kłótni zakończonej „przypadkowym” kopem w jego kostkę:) Niestety akurat trafiliśmy na długi weekend i noclegi były drogie i średniej jakości – my znaleźliśmy za 12 USD z ogrzewaniem (noce są chłodne). Tego dnia poszliśmy jeszcze zobaczyć panoramę miasta ze wzgórza Ham Rong (2*,30.000D), które jednak z powodzeniem można sobie odpuścić. Wieczorem doświadczyliśmy jeszcze trochę uprzejmości Wietnamczyków. Do rachunku w jednej knajpie dopisano nam z palca 20.000D, a potem w innej podano wegetariańskie danie z mięsem. Jak odmówiłem zjedzenia, to po 2 minutach przyniesiono to samo z wygrzebanym mięsiwem. Jak i tego odmówiłem to najbardziej wyrywny kelner zaczął ręką grzebać w talerzu i udowadniać, że mięsa nie ma. Potem, nie wiadomo dlaczego przyniesiono nam to jeszcze 2 razy, aż w końcu w nas prawie tym talerzem rzucili. Pełna kulturka północnego Wietnamu. Charakterystyczną cechą jest tu również znajomość angielskiego. Większość ma wyuczone 2 formułki: „Kissimi, can I have you”, oznaczające: przepraszam, w czym mogę pomóc:), druga to: „Where are you from?”. Nie chcąc być ściganym przez rzesze handlarzy najlepiej na oba pytania odpowiadać krótko i treściwie, ale trochę bez sensu: NO!

Na szczęście następnego dnia humory nam się mocno poprawiły. Sapa położona jest na wysokości ok. 1650 m, niedaleko najwyższego wierzchołka Wietnamu Fan Si Pan (3143 m.n.p.m.).  Znane jest z mglistej i deszczowej pogody, ale nam się wyjątkowo udało – mieliśmy piękne słoneczko. Atrakcjami okolicy, poza górami, są wielokaskadowe pola ryżowe oraz wioski, które zamieszkałe są przez kilka, dosyć znacznie różniących się od siebie plemion. Tak więc w niedzielę rano tradycyjnie wypożyczyliśmy skuter (100.000D) i ruszyliśmy w stronę Silver Waterfall. Po drodze mija się sporo punktów widokowych, z których rozpościerają się bardzo przyjemne panoramy gór. Silver Waterfall (2 ½*, 10.000D) połozony ok. 15 km. od Sapa nie jest niczym zachwycającym – po prostu miejsce na 15 minutowy spacerek. Ciekawszy jest następny wodospad – Love Waterfall (3*, 5.000D), kilka km dalej, do którego idzie się ok. 20 minut przyjemnym szlakiem. Kawałek dalej dojeżdża się do najwyżej położonej przełęczy drogowej w Wietnamie – Hoang Lien Son. Droga cały czas jest kręta i mocno pod górę. Po południu pojechaliśmy na drugą stronę Sapa – do wiosek plemienia Hmong. Z drogi widać przepiękne kaskadowe pola ryżowe (podobno niektóre mają po 100 poziomów!!!), można też zrobić zdjęcie ciekawie ubranym i wyjątkowo miłym autochtonom.

W międzyczasie podczas rozmowy z jednym chłopaczkiem pracującym w taniej knajpie dowiedzieliśmy się jaki jest poziom zarobków oraz kosztów życia w Wietnamie. Przeciętna pensja waha się w granicach 1-1,5 mln. Dongów. Oznacza to ni mniej ni więcej tylko ok. 200 zł. Tymczasem np. rok studiów (nie ma tu bezpłatnej nauki na tym poziomie) kosztuje 30-50 mln. dongów! Problemem też jest to, że w Wietnamie istnieje mniej lub bardziej oficjalne bezrobocie, więc np. praca za 500.000D (jak wspomniany chłopak) też jest cenna. Dlatego też, właściciele pensjonatów, taksówkarze itp., którzy zarabiają po kilkanaście lub więcej dolarów dziennie są tu prawdziwymi bogaczami. Warto też znać te dane kupując różne pamiątki na targowiskach. Dla Wietnamczyka 1 dolar to cały czas sporo pieniędzy.

Ostatniego dnia postanowiliśmy dokończyć zwiedzanie okolic miasta. Najpierw pojechaliśmy na północ w kierunku jaskini Taphin, która okazała się w większej mierze zwykłym kiblem, a nie atrakcją. Po drodze do jaskini trzeba zapłacić 15.000D, ponieważ mija się wioski miejscowych ludów. Jednak tutaj nasze wrażenia były gorsze niż z dnia poprzedniego – widoki gorsze, a ludzie dużo bardziej nachalni. Na koniec podjechaliśmy do leżącej przy samym Sapa wioski Cat Cat (wstęp 20.000D), gdzie można przespacerować się do bardzo przeciętnego wodospadu o tej samej nazwie i zobaczyć w jakiej biedzie i w jak trudnych warunkach żyją ci ludzie. Wieczorem pojechaliśmy do Lao Chai, skąd pociągiem udaliśmy się do naszego ulubionego miasta – Ha Noi. Pociąg przy tym już nie był tak przyjemny jak ostatnio, ponieważ kolejarzom nie chciało się zmienić pościeli po kursie z Hanoi, przez co wyglądała ona jak brudna ściera. Na szczęście po awanturze wymienili nam na czystą i podróż minęła bez problemów.  

Pełna galeria zdjęć:  http://wloczykije.pl/galerie/sapa.htm

Noclegi: Bardzo duży wybór różnego standardu hoteli w całym mieście. Ceny ok.10 - 20 USD za przyzwoity pokój.

Jedzenie: Przy głównej ulicy jedzenie pod turystów z cenami prawie zachodnimi. Na szczęście w bocznych uliczkach można znaleźć w miarę tanie i przyzwoite jedzenie (danie 20-30 tys. D, piwo ok. 14 tys.)

Transport: Najlepszy sposób dostania się do Sapa z Hanoi to pociąg do Lao Cai: sypialny 200-300 tys. D (2-3 dziennie, trzeba rezerwować), ok. 8-9 godz.+45 minut dojazd do Lao Cai (30-40 tys. D, mnóstwo busów). Dostępne również autobusy, ale podróż zdecydowanie mniej komfortowa, choć trochę tańsza. Na miejscu – najlepszy skuter.

Główne atrakcje: Górskie widoki po drodze do przełęczy Hoang Lien Son, wioski grup etnicznych z możliwością kupna ich rękodzieła, kaskadowe pola ryżowe, możliwość wejścia na najwyższy szczyt Wietnamu.

Internet: Kawiarenki jak na Wietnam drogie po ok. 10-15 tys.D/godz.

Komentarze:

dodaj wpis
Data dodania:06.04.2010
Nick:Wujek Ho
Treść:Tôi cảm thấy như bia lớn.
Copyrights (c) by Wloczykije.pl 2008. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: ibif.pl
logo